Arduino Andreose – włoski żołnierz w niewoli
Arduino Andreose, urodzony 17 grudnia 1921 roku, kapral major 58. Pułku Piechoty Armii Włoskiej, został wzięty do niewoli w Rzymie 23 września 1943 roku. Wraz z innymi włoskimi żołnierzami został deportowany do Niemiec. Trafił do Stalagu III C Küstrin, gdzie otrzymał numer jeniecki 47226.
W okolicach Werony udało mu się wymknąć z wagonu i przekazać list, który wraz z wieloma innymi odebrała pewna życzliwa osoba. Wiadomość uspokoiła rodzinę, informując ją o jego uwięzieniu i obiecując, że napisze, gdy tylko dotrze do celu.
Życie w Stalagu – głód, przemoc i praca przymusowa
W obozie szybko przekonał się, że przetrwanie będzie trudne – zarówno z powodu niedoboru żywności i złych warunków sanitarnych, jak i pogardy oraz nienawiści, z jaką spotykali się włoscy żołnierze ze strony nazistów. Wkrótce rozpoczęły się selekcje mające na celu kierowanie więźniów do pracy: do gospodarstw rolnych, fabryk produkujących sprzęt wojenny czy na linie kolejowe.
Arduino, jako doświadczony rolnik, zgłosił się do pracy w gospodarstwie, licząc na to, że poza obozem będzie miał możliwość zdobycia większej ilości pożywienia niż kilka obierek ziemniaczanych gotowanych na „zupę”. Było to jednak względnie lepsze traktowanie w porównaniu z losem żołnierzy rosyjskich, których widział codziennie umierających z głodu i niedostatku.
Trafił do gospodarstwa z dużą liczbą krów i kilkoma końmi, niedaleko obozu. Żywności nadal było niewiele, ale z pewnością więcej niż w Stalagu. Od czasu do czasu udawało mu się ukraść kilka łyków mleka podczas dojenia krów. Musiał jednak zachowywać szczególną ostrożność – pilnował go młody chłopak w mundurze, jak wspominał Arduino, „z karabinem większym od niego”, który nie przepuszczał okazji do znęcania się nad więźniem. Arduino niejednokrotnie czuł kolbę karabinu na plecach. Było to również związane z kapitulacją Włoch, postrzeganą przez Niemców jako zdrada. Nie rozumiał przy tym wydawanych mu rozkazów w obcym języku.
Nocami zdarzało mu się kraść z pola kilka ziemniaków lub brukwi, starając się zatrzeć ślady. Od lata 1944 roku kontrola nad uzbrojonymi strażnikami stopniowo słabła, jednak wymagania dotyczące pracy i warunki wyżywienia nie uległy poprawie.
Wojna dociera do Kostrzyna
Gdy zbliżała się Armia Czerwona, więźniów, w tym Arduino, skierowano do budowy umocnień wokół Kostrzyna – okopów, rowów przeciwpancernych i bunkrów. Coraz częściej słychać było bombardowania, a huk artylerii stawał się coraz bliższy. Po raz pierwszy Arduino usłyszał również wycie katiusz.
W tym czasie właściciele gospodarstwa, którzy prowadzili w Kostrzynie sklep monopolowy, poprosili go o pomoc w wyniesieniu wszystkich butelek ze sklepu i ukryciu ich nocą na polach. Chodziło o zabezpieczenie zapasów przed bombardowaniami oraz nadejściem rosyjskich żołnierzy.
Arduino wspominał przerażenie, jakie towarzyszyło mu podczas budowy umocnień pod rosyjskim ostrzałem.
Pod koniec stycznia 1945 roku nadeszli Rosjanie, ale jego sytuacja nadal była trudna. Wciąż pracował przymusowo, naprawiając zbombardowane drogi i budując umocnienia wzdłuż rzeki. Racje żywnościowe pozostawały skromne, a praca odbywała się pod ciężkim ostrzałem artyleryjskim wojsk niemieckich.
Decyzja o ucieczce i droga na Zachód
Nie wiemy dokładnie, jak długo to trwało. W miarę przesuwania się frontu Arduino zaczął myśleć o powrocie do domu. Pozostawał jednak problem przeprawy przez rzekę.
Wraz z kolegą-żołnierzem, którego pochodzenia – według rodzinnych opowieści – nie udało się ustalić (miał pochodzić z Brescii lub Bergamo), ukradli plecak z alkoholem z zapasów wcześniej ukrytych na polach. Alkohol posłużył do przekupienia rosyjskiego przewoźnika i umożliwienia przeprawy przez rzekę.
Nie wiadomo dokładnie, kiedy dołączył do nich francuski więzień. W ten sposób trzej mężczyźni rozpoczęli wspólną wędrówkę przez ogarnięte wojną terytorium Niemiec.
850 kilometrów przez ogarnięte wojną Niemcy
Arduino zapamiętał z tej drogi dwa szczególne wydarzenia.
Pierwsze miało miejsce na punkcie kontrolnym. Rosyjscy żołnierze, podnosząc lewy rękaw Francuza, zauważyli charakterystyczny tatuaż i rozpoznali w nim francuskiego esesmana. Został zastrzelony na miejscu. Według rodzinnej relacji najprawdopodobniej należał do Dywizji „Charlemagne” (Karol Wielki).
Drugie wydarzenie związane było z krową, która przez kilka dni towarzyszyła wędrowcom i dostarczała im mleka. Ich towarzyszka została jednak zarekwirowana na jednym z kolejnych punktów kontrolnych.
Nie znamy dalszych szczegółów ich pieszej wędrówki ani dokładnej trasy. Wiadomo, że dotarli do Innsbrucka, pokonując około 850 km. Na kolejnym punkcie kontrolnym zostali zatrzymani, załadowani do pociągu i przewiezieni do Pescantina di Verona we Włoszech. Tam kazano im wysiąść, poddano ich dezynfekcji z powodu wszy i nakarmiono.
Ostatni etap – powrót do domu
Arduino Andreose rozpoczął stamtąd ostatni etap drogi do domu. Zamienił swoje buty na transport ciężarówką do Lonigo. Z Lonigo wyruszył pieszo i boso do Rivadolmo, oddalonego o około 30 km. Tam spotkał młodego nauczyciela ze swojej wioski, który zdjął własne buty i oddał je Arduino.
Następnie udał się do Este, gdzie jego ojciec pracował w zakładach Utita, przekształconych na potrzeby wojskowe i produkujących amunicję artyleryjską. Ojciec, który podczas I wojny światowej stracił nogę, pożyczył mu rower, dzięki któremu Arduino pokonał ostatnie 8 km dzielące go od domu.
Po niemal dwóch latach – powrót
Arduino Andreose wrócił do Valle San Giorgio (przysiółka Baone) pod koniec lipca 1945 roku, ważąc zaledwie 37 kg. Tam spotkał się z matką i rodzeństwem.
Dziękujemy Pani Erice Andreose i jej ojcu za podzielenie się historią Arduino oraz za zaufanie, jakim nas obdarzyli. Takie osobiste świadectwa pozwalają lepiej zrozumieć historię Stalagu III C i nadają jej szczególny, ludzki wymiar.





